Rachunek Błędów Pomiarowych (czy jakoś tak)


Chociaż wykład nie jest wspólny dla wszystkich specjalizacji, najwyraźniej profesor korzysta z jednego opracowania. Pierwsze zajęcie były nawet-nawet, przytoczył kilka anegdot, miło było posłuchać. Na kolejnych już regularnie zanudzał, a na trzecich z kolei przytoczył nam definicję silni (na studiach indywidualnych!). Wtedy stwierdziłem, że nie ma sensu pojawiać się na zajęciach. Całość wymaganej wiedzy zawarta jest w bodajże 60-stronicowym skrypcie, z którego, nie powiem, parę razy korzystałem w trakcie pisania raportów. Z pomocą skryptu zaliczyłem kolokwium końcowe na 4. Ogółem, przedmiot-zapychacz.


Moim zdaniem to wina przedmiotu, który jest nudny zwyczajnie. Natomiast prowadzący jest przemiły. Jako prowadzący ćwiczenia spisuje się dobrze - chociaż nie rewelacyjnie, ale ogólnie polecam.

Chyba sporo się zmieniło odkąd prezentował silnię na zajęciach. Teraz od początku idzie dynamicznie z wyprowadzeniami, co jakiś czas rozkosznie przeprasza i martwi się że pewnie to wszystko jest dla nas oczywiste od podstawówki i że się nudzimy :)