Analiza I R

  • "Z grubsza" poziom zajęć jest dosyć wysoki. Czasami niestety brakuje kontaktu z ćwiczeniowcem. Zazwyczaj sam rozwiązuje on wszystkie zadania i są to zazwyczaj zadania z grupy tych ciekawszych - takich jak na kolokwium raczej nie ma. Często zdarza też się, że prowadzący jakiś fakt kwituje słowami: "to oczywiste" i choć może tak jest, to niekoniecznie tak jest dla studenta I roku.
  • Moim zdaniem ćwiczenia bardzo dobre, sporo trudnych zadań - opanowanie wszystkich gwarantuje dobry wynik na kolokwium. Chwilami tempo rozwiązywania zadań wzrasta wręcz niewyobrażalnie, oczywiście zawsze można się zapytać i poprosić o wytłumaczenie tego, co się właściwie stało na tablicy. Ogólnie bardzo polecam.
  • Co do tego "to oczywiste", to pan S. zwykł mawiać często, że "to widać" lub "to trywialne". Razu pewnego stał się takim więźniem swego stylu, że rozwiązując pewne zadanie (tzn. pisząc jego treść na tablicy i patrząc na nie) standardowo stwierdził (przed głębszym zastanowieniem), że "to trywialne", mówiąc że cośtam cośtam (jakieś konkretne fakty związane ze zbieżnością szeregu, standardowe do tego typu zadań). Po chwili student zaoponował, że to jednak nie jest tak (niestandardowe zadanie), podając celny kontrprzykład. Stachura zaczął patrzeć w okno. Patrzył w nie przez czas niekrótki. Po conajmniej pięciu minutach patrzenia, chodzenia w jedną i drugą stronę ze skrzywioną miną (ogólnie: ciężka rozkmina, widać było spory wysiłek, a w sali cisza jak makiem zasiał), Stachura ciężko odetchnął, stwierdzając, że "to jednak jest trywialne", bo jak się uwzględni cośtam (dodatkowe założenia),"to wiiidać... noo...". Takich sytuacji na jego ćwiczeniach jest mnóstwo, ogólnie "gra szklanych paciorków".
  • W porównaniu do innych ćwiczeniowców jednak chyba ścisły i porządny, sytuacji jak powyżej nie doznałem, choć rzeczywiście prostsze fragmenty ma zwyczaj pomijać i ciągnie poziom do góry. A wolniejsi nie narzekali bardzo na niezrozumiałość. Polecam.

Algebra z geometrią (ćwiczenia)

  • Hmmm... ćwiczenia tego pana oceniam ambiwalentnie. Poziom był niezwykle wysoki. Nie zawsze udane próby zrozumienia tego, co na nich przerabialiśmy, zapewniły ogólnie niezłe wyniki z kolokwium, a jak ktoś się solidnie przyłożył, to zdarzały się wyniki 20/20. Nie mniej jednak, zajęcia były zdecydowanie za trudne. Często zdarzało się, że cała grupa bezmyślnie patrzyła w tablicę, przy której zwykle 'królował' prowadzący - niektórym osobom nawet czasem udawało się coś zrozumieć :D W pamięci utkwił mi jeden z dialogów, który padł na zajęciach podczas przerabiania jednego z trudniejszych zadań na ostatnich zajęciach przed kolokwium:
    • Student: przepraszam, czy to będzie na kolokwium?
    • Pan Stachura: nie.
    • Student: w takim razie po co to robimy?
    • Pan Stachura z pasją w oczach: a bo to takie ciekawe...
    Tak więc, jeśli ktoś chce mieć bardzo wysoki poziom, kocha matematykę i jest z niej dobry, to jak najbardziej polecam. Jeśli ktoś jest przeciętny i po prostu chce się nauczyć do kolokwium, to odradzam, bo spadnie mu samoocena ;)
  • Pan Stachura ma niestety dar do komplikowania maksymalnie rzeczy nad wyraz prostych. Zagadnienia obiektywnie dość proste (macierze, wyznaczniki, przestrzenie wektorowe, bazy) wyjaśniał w sposób tak zawiły, że zdawały się nam one jakimiś najbardziej trudnymi, niemal nierozwiązywalnymi problemami matematyki. Często robione zadania "ambitniejsze", bez uprzedniego dobrego przerobienia materiału.Osobom z ugrunowaną wiedzą, którą chcą ewentualnie ją pogłębić, może to pasować, jednak w przypadku, gdy wprowadzany jest nowy materiał - system ten nie sprawdzał się, po 10 minutach większość grupy "odpadała" i bez zrozumienia wpatrywała się w tablicę. Na korzyść tych ćwiczeń przemawia fakt, który poprzednicy już zauważyli - opanowanie zadań robionych na ćwiczeniach gwarantowało niemal maksymalne wyniki z dużo prostszych kolokwiów.